Loading...
Ocena „fit przekąsek” z Żabki okiem dietetyka

Ocena „fit przekąsek” z Żabki okiem dietetyka

Za pewne każdy z Was, próbując zmienić swoje nawyki, wielokrotnie zastanawia się, co może kupić w sklepie i przekąsić na szybko. Jednocześnie chcecie by takie przekąski były spożywane w ramach wartościowego posiłku, takiego pomiędzy tymi głównymi – śniadaniem, obiadem czy kolacją lub w zamian za nie. Natalia również należy do osób świadomych żywieniowo. Postanowiła zatem sięgnąć po – jej zdaniem – wartościowe przekąski z „Żabki”, które oceniła pod kątem smaku, wyglądu i zaspokojenia jej „małego głodu”. Następnie poprosiła mnie o pomoc w ich ocenie okiem dietetyka.

Zapraszam Cię do zapoznania się z jej materiałem na YouTube* oraz z moim niekrytym krytycyzmem poniżej 🙂

*w kwadratowych nawiasach znajdziecie czas ocenianego produktu w materiale filmowym Natalii.

Kryteria oceny

Na wstępie powiem czym kierowałam się podczas oceny produktów i co dla mnie oznaczało „fit przekąska”. Słowo „FIT” najczęściej kojarzy nam się z produktami:

  • – bardzo niskokalorycznymi,
  • – uznawanymi przez nas za zdrowsze,
  • – takimi, które możemy jeść bez obaw o naszą sylwetkę,
  • – a czasem również tymi, z wysokiej jakości składem.

Dla każdego określenie „fit” będzie znaczyć zatem coś innego. W związku z tym ja tutaj zaznaczam, że produkty będę oceniać pod kątem dobrej jakości składu. Zwrócę również uwagę na to, jaka jest ich kaloryczność i czy faktycznie będą najlepszym wyborem, kiedy chcemy kupić jakąś szybką przekąskę, żeby zaspokoić mały głód.

[1:20’] NAPÓJ OSHEE

– bardzo mnie cieszy, że Natalia nie postanowiła nazwać tego herbatą. To jest zdecydowanie napój. Oczywiście na pierwszym miejscu składu będzie woda. Mamy również ekstrakt z czarnej herbaty, dalej regulatory kwasowości i substancje wzbogacające czyli wspomniane przez Natalię dodane witaminy. Napój jest również słodki. W składzie znajdują się substancje słodzące bezkaloryczne.  To m.in. cyklaminiany, sacharyny oraz acesulfam K. Warto wspomnieć, że faktycznie jeżeli mamy ochotę na słodki napój, to takie typu „zero” są jakimś rozwiązaniem. Nie będą one dostarczać nam dodatkowych kalorii, jednak nie powinny one wypierać spożycia samej wody. Ta nadal powinna być na pierwszym miejscu wśród płynów, którymi się nawadniamy. Dodatkowo nadmiar substancji słodzących może negatywnie wpływać na mikrobiotę jelit. Niektóre badania wskazują zaś na to, że bezkaloryczne substancje słodzące będące zamiennikiem cukru, nie zaspokajają naszej ochoty na smak słodki w układzie nagrody w mózgu. A przynajmniej w gorszy sposób niż cukier.

Nie powinniśmy po tego typu produkty sięgać na co dzień, dlatego moja ocena to 5/10.

[2:54’] POPCORN HAPS

– Natalia ma rację, że popcorn to tak naprawdę niskokaloryczna przekąska ponieważ jest lekki a przy tym zajmuje dużo miejsca. Jeżeli nie jest prażony na dużej ilości oleju, nie zawiera tony soli ani karmelu to będzie fajną alternatywą dla innych przekąsek. Niestety smak, który wybrała zupełnie mnie nie przekonuje 🙂 Jestem „team natural”.

Oceniając skład jej wyboru, na pierwszym miejscu mamy kukurydzę, co nie powinno być żadnym zaskoczeniem. Podoba mi się również, że jest użyty olej rzepakowy, a nie na przykład olej palmowy. To naprawdę duży plus. Pozostałe elementy składu zapewniają smak serowo-cebulowy i odpowiednią kwasowość. Jest lekki, więc jeśli chodzi o kaloryczność to mała paczuszka 30 g dostarcza około 140 kilokalorii z czego około 6,7 g tłuszczy. Możemy zatem wyobrazić sobie, że do 30 g tego popcornu było użyte około 1 i 1/3 łyżeczki oleju. Nie jest to bardzo dużo, choć wydaje mi się, że podaż tłuszczu dla takiego popcornu w warunkach domowych byłaby niższa.

Myślę, że mogę ocenić ten produkt jako 7/10. Raczej nie będzie on konkurować z popcornem domowym.

[3:43’] SMOOTHIE ANANAS + KIWI

– kiedy myślę „smoothie”, wyobrażam sobie gęsty napój przygotowany ze zmiksowanych owoców. Może być wymieszany z wodą, dodatkiem soku owocowego 100% lub w wersji mlecznej – z dodatkiem jogurtu, kefiru, maślanki czy mleka. Takie smoothie jest bogactwem błonnika, a jego wartość energetyczna umożliwia traktować go jako posiłek i po prostu się nim nasycić. W tym przypadku mamy 200 ml płynu, który producent określił tak naprawdę jako napój wieloowocowy wzbogacony o witaminę C. Przypatrując się składowi, niewiele ma to wspólnego z koktajlem/smoothie. W samym składzie nie ma oczywiście nic niewłaściwego. Znajduje się tam m.in. sok ananasowy, przecier jabłkowy, bananowy, kiwi i dodatek zielonego barwnika – chlorofilu. Chociaż skład wydaje się prawidłowy, jest to po prostu soczek czy też napój, a szkoda.

Podsumowując, tak naprawdę otrzymujemy 200 ml napoju, który ma bardzo niewiele błonnika. W takiej buteleczce zaledwie nieco ponad 2 g. Kaloryczność jest niska dlatego, że w sumie taka porcja dostarczy nam 120 kilokalorii, natomiast tym się absolutnie nie najemy. Producent sugeruje, że jest to forma aksamitnej przekąski do szkoły, pracy czy w podróż.

Jest napisane: „zabierz ze sobą wypij kiedy zgłodniejesz”.

Jednakże, tak jak zauważyła Natalia, kiedy zgłodniejesz to raczej nie będzie to pełnowartościowy posiłek, którym zwalczysz nawet maleńki głód. Możesz jedynie po porostu się napić. Jest to główna przyczyna dlaczego sokom (każdym) mówię na co dzień gromkie „nie”. Dostarczasz nimi energię, ale nic to nie zmienia dla odczuwania przez Ciebie głodu i sytości. Dużo większą wartość odżywczą i również większą sytość uzyskamy spożywając całe owoce lub miksując cały owoc. Dla porównania proponowany moim Podopiecznym koktajl z dodatkiem kiwi, banana, jabłka i/lub gruszki czy ananasa z dodatkiem wody lub soku pomarańczowego 100% może mieć nawet 8 g (!) błonnika i dostarczać 340 kilokalorii. Taką porcją faktycznie zaspokoimy głód. Koktajl może być oczywiście też mniejszy. Jednak nawet przygotowując smoothie, które będzie z pół porcji i będzie miało w sumie 120 kilokalorii (tyle co próbowany przez Natalię smoothio-sok), nadal będzie miał dwukrotnie więcej błonnika – 4 g.

Podsumowując to nie jest wartościowa przekąska, a zwykły napój dostarczający kalorii. Poza dobrym składem duży zawód. Daję 3/10.

[4:25’] WODA SMAKOWA SPARKLES

– woda smakowa w moim podstawowym kryterium oceny nie powinna zawierać jakichkolwiek substancji słodzących. Bez względu na to czy zawiera cukier czy zawiera inne substancje słodzące również bezkaloryczne. Woda powinna pozostać wodą, a nie stać się napojem. Nuty smakowe, które zawiera powinny wynikać z naturalnie dodanego składnika. Podobnie jak wtedy, gdy samodzielnie przygotowujemy wodę z plastrami cytryny, pomarańczy, świeżych malin, arbuza czy ogórka z liśćmi mięty, rozmarynu, szałwii itd.

Nie będzie miało również większego znaczenia czy to jest woda gazowana czy niegazowana.

Jeżeli pijemy ją regularnie, w odpowiedniej ilości, będzie wspomagać naszą redukcję masy ciała. Natomiast w kontekście wypełnienia układu pokarmowego pęcherzykami powietrza z wody gazowanej, to tutaj może być to również niekorzystne zjawisko. Najczęściej ma to miejsce w przypadku aktywności fizycznej. Dlatego też przed wysiłkiem fizycznym, szczególnie wytrzymałościowym czy intensywnym cardio, nie zaleca się spożycia wody gazowanej. Wypełniony pęcherzykami powietrza żołądek zmniejsza nam zakres ruchu przepony, tym samym utrudnia przy wysiłku np. prawidłowe oddychanie i obniżanie się przepony przy nabieraniu powietrza. Po wysiłku fizycznym woda gazowana? Jak najbardziej. Natomiast przed wysiłkiem fizycznym i w jego trakcie, polecam raczej wody niegazowane. Na co dzień możemy pić to, co najbardziej nam odpowiada.

W przypadku tego produktu, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona.

Wygląda na to, że będzie on odpowiadać takiej wodzie, którą moglibyśmy przygotować zupełnie sami w dzbanku. W składzie mamy w 97% wodę, a pozostałe składniki to jest sok owocowy i naturalny aromat poszczególnych składników, w zależności od smaku oraz dodatek dwutlenku węgla, co powoduje, że jest to woda gazowana. Minus jest taki, że mimo wszystko powinniśmy też umieć pić po prostu wodę, która jest pozbawiona jakichkolwiek smaków. Taki produkt jako urozmaicenie jest jak najbardziej świetny, ale jako podstawowa woda, którą spożywamy, bo nie umiemy pić innej, uważam za błąd i utrwalanie złych wzorców.

Zastanawiam się zatem jak ją ocenić. Tak naprawdę mogłabym ocenić ten produkt jako 10/10, gdyż jest o dobrym składzie i to dalej woda (nie napój). Natomiast ze względu na to, że może utrwalać negatywne wzorce i oduczać picia naturalnej, neutralnej w smaku wody – minus jeden punkt i daję 9/10.

[5:46’] WAFLE KUKURYDZIANE O SMAKU SERA

– zdecydowanie nie wiem co Natalia ma z tym serem 🙂 W składzie zwracam szczególną uwagę na olej, który został użyty i ponownie cieszę się, że pojawił się rzepakowy, a nie palmowy. Natomiast pojawia się już w składzie cukier, choć jest on wymieniony dopiero na 7. miejscu. Nie jest go zatem duża ilość, ponieważ trzeba pamiętać, że składniki wymienione są w kolejności w jakiej jest ich najwięcej. W momencie, w którym mamy na pierwszym miejscu kukurydzę, a później olej rzepakowy oznacza to, że oleju jest mniej niż kukurydzy.

Zatem jeżeli cukier jest na siódmym miejscu w składzie oznacza to, że jest go mniej niż wcześniejszych składników np. proszku serowego odpowiadającego za smak.

Jeśli chodzi o wartości odżywcze i uwzględnienie cukrów prostych: w tabeli jest napisane 76 g węglowodanów w tym 4,8 g cukrów prostych na 100 g produktu. Są to w tym przypadku w większości naturalnie występujące cukry proste w mące kukurydzianej. Produkt w całości ma 43 g a tym samym paczka będzie dostarczyć w granicach 180 kilokalorii.

Oceniam wafle pod kątem składu i wartości odżywczej. Biorę jednak również pod uwagę, że jest to produkt wysokoprzetworzony. Tym samym daję 5/10. Tutaj zdecydowanie wafle kukurydziane lub wafle ryżowe, ale naturalne lub jedynie z przyprawami, byłyby mniej przetworzone. Oceniłabym je wyżej.

[6:48’] WAFLE KUKURYDZIANE W CZEKOLADZIE Z LIOFILIZOWANYMI MALINAMI

– tutaj trzeba się zastanowić czy jest to faktycznie „fit przekąska” czy przypadkiem nie po prostu deser (opcjonalnie „fit deser”). Pierwszą rzeczą, na którą zwracam uwagę to skład. Na 1. miejscu składu mamy czekoladę deserową (56%), która ma na pierwszym miejscu swojego składu cukier. Na liście podany jest również składnik, który dla wielu może ten produkt automatycznie skreślić czyli polirycynooleinian poliglicerolu. W wielu czekoladach występuje pod symbolem E476. Jest to emulgator, który jak najbardziej dopuszczony do stosowania w produkcji czekolad czy słodyczy. Dodatki do żywności są oczywiście bezpieczne w momencie, w którym ich podaż jest również na bezpiecznym poziomie i to tutaj może pojawić się problem. Jeżeli jemy dużo żywności przetworzonej, przepełnionej dużą ilością dodatków do żywności, to po prostu możemy znacząco przekraczać tą dopuszczalną ilość, która byłaby w pełni bezpieczna.

W tym przypadku jeżeli chodzi o składnik E476, to taka bezpieczna dawka wynosi około 7,5 mg na kilogram masy ciała.

Daje to blisko 488mg przy masie 65 kg, a to będzie odpowiadać ilości tego składnika znajdującej się w jednej tabliczce czekolady. Zatem przy takich waflach wydaje się to oczywiście niewiele. Inaczej jest jeżeli weźmiemy pod uwagę młodszych amatorów tego typu produktów. Dzienna dawka czekolady z E476 dla dziecka ważącego około 15 kg wynosi raptem dwie kostki.

Przechodząc do samej oceny, przypomnę moje kryteria oceny produktów fit, o której wspomniałam na początku. Mamy takie przekonanie, że są to produkty niskokaloryczne, że jedząc je dostarczamy mniej energii, że nie stanowi to zagrożenia dla naszych efektów redukcji masy ciała czy zachowania stałej masy ciała. Tak więc tutaj to moment, w którym warto zawalczyć z tym mitem. Dwa takie wafle, które znajdują się w niewielkim opakowaniu (a myślę, że nikt na jednym waflu nie skończy) dostarczają około 150 kilokalorii. Dla porównania jeden baton Milky Way dostarcza 100 kilokalorii i jest to już 1/3 mniej energii niż zawierają wspomniane dwa wafle. Zatem jeżeli chodzi o kwestie podaży kalorii to zdecydowanie nie będzie to produkt, który jest bardziej fit.

Kaloryczność nie jest zatem powodem do zasłużenia na wyższe oceny.

Natomiast biorę pod uwagę składniki oraz wartość odżywczą, jak również, że nie jest to tylko czekolada. W składzie znajduje się też ryż (biały, brązowy) oraz liofilizowane maliny (oczywiście nie ma ich dużo, ale zawsze coś). Można je zatem potraktować jako bardziej wartościowy deser. Takie określenie – Fit deseru, w tym przypadku będzie po prostu oznaczać, że to lepszy rodzaj słodyczy niż w przypadku innych batonów i ciastek, które mamy dostępne w sklepach.

W praktyce uwzględniając wszystkie informacje, o których wspomniałam czyli dodatek polirycynooleinianu poliglicerolu, kaloryczność oraz zestawienie w grupie „fit” – oceniam wafle na 5/ 10.

[7:42’] WAFLE JUMBO O SMAKU PIZZY

– tym razem kolejne wytrawne wafle o smaku pizzy. Jeżeli chodzi o ich skład to zawierają olej rzepakowy. Ponownie zatem unikamy niekorzystnego dla zdrowia i środowiska oleju palmowego. Natomiast w składzie mamy też na dalszych miejscach olej kokosowy. Chyba wszyscy już wiedzą, że olej kokosowy wcale nie jest zdrowy (i nigdy nie był!). Nie powinien on zatem dominować w naszej diecie. Jeżeli już chcemy go spożywać, to co najwyżej sporadycznie. W związku z tym, nie uważam żeby jego obecność w tym produkcie była niezbędna. Prawdopodobnie jego dodatek wynika z tego, że w temperaturze pokojowej olej kokosowy ma konsystencję stałą, podobnie jak np. masło. W przypadku potrzeby użycia twardego tłuszczu taki dodatek ma uzasadnienie. Aby wafle były jednak na przykład wegańskie, używamy oleju kokosowego zamiast masła. W związku z tym, jestem w stanie przyjąć to jako jeden z argumentów tłumaczących dlaczego olej kokosowy się tutaj pojawia.

Głównym składnikiem jest ryż brązowy oraz ryż biały na drugim miejscu. Pojawia się również grys kukurydziany, gdyż są to wafle ryżowe, ale z dodatkiem kukurydzy. Jeżeli chodzi o sól, to jest ona na 6. miejscu składu. Pojawia się także cukier, ale dopiero na miejscu 10.

Mimo wszystko ten produkt wydaje się dla mnie bardziej wartościowy niż wafle z czekoladą czy wafle kukurydziane z serem. W związku z tym oceniam produkt na 7/10.

[8:06’] WAFLE ORKISZOWE Z CZEKOLADĄ SONKO

– podobnie jak w waflach ryżowych z czekoladą, w tych wafelkach również na pierwszym miejscu w składzie jest czekolada (55%). Ma ona niestety na pierwszym miejscu swojego składu cukier, dopiero później tłuszcz kakaowy czy miazgę kakaową. Plus za brak polirycynooleinianu poliglicerolu. W składzie jest też pełnoziarnista mąka żytnia i mąka z płatków owsianych. Niestety jest również ekstrakt słodowy jęczmienny, który dodatkowo dosładza same wafle. Produkt zawiera też substancję spulchniająca wodorowęglan sodu, ale to nic innego, jak znana nam soda oczyszczona. Tutaj również pada pytanie czy wafelki kwalifikować jako przekąskę czy nie jest to jednak po prostu deser? Zaś patrząc na kaloryczność – wszystkie trzy wafelki – będą mieć zbliżoną  wartość energetyczną do dwóch wafli ryżowych z czekoladą i malinami, które były wcześniej omawiane. Wartość energetyczna to około 150-160 kilokalorii.

Porównam je natomiast ze wspomnianymi wcześniej waflami ryżowymi z czekoladą. Uważam, że produkt ma skład porównywalny z odrobiną przewagi na korzyść wafelków orkiszowych. Oceniam je na 6/10.

[8:58’] CHIPSY JABŁKOWE (SUSZONE JABŁKO)

– tutaj naprawdę jest to bardzo fajny produkt. W końcu doczekałam się prawdziwego fit produktu, który jest wartościowy. Oczywiście bez problemu jesteśmy w stanie przygotować takie chipsy samodzielnie. Możemy również po prostu kupić w sklepie jabłko i tym samym dostarczyć tych składników odżywczych. Całym jabłkiem najemy się też znacznie bardziej niż cienkimi zasuszonymi chipsami. Zatem jako zamiennik klasycznych chipsów, uważam, że jest to produkt świetny! Jako zamiennik jabłka uważam, że się nim nie najemy. Natomiast chcąc oceniać skład, oceniamy po prostu 100% owocu. Został on wysuszony, pozbawiony wody i tak naprawdę zawiera wszystkie te składniki, które jabłko zawierało po zerwaniu z drzewa. Żadnych innych niepotrzebnych dodatków. Uważam, że produkt jest bardzo wartościowy i faktycznie jedno takie opakowanie będzie dostarczać niewiele dodatkowej energii, choć i niekoniecznie zaspokoimy nasz głód. Z pewnością jednak jest to po prostu fit przekąska z prawdziwego zdarzenia.

Myślę, że to może być ten produkt któremu dam 10/10. Na taką ocenę zasługuje przede wszystkim dlatego, że nie jest to produkty wysokoprzetworzony, a zupełnie naturalny.

[9:24’] OWSIANKA

– przyznam szczerze, że wiązałam z tym produktem bardzo duże nadzieje, jako potencjalną alternatywę dla pierwszego posiłku, kiedy wybiegliśmy z domu do pracy na ostatnią chwilę. Jesteśmy bez śniadania i zahaczamy po drodze o sklep. Wtedy też, chcąc być „fit”, szukamy czegoś na pełnowartościowe, a jednocześnie bardzo szybkie śniadanie. Kiedy nie mamy czasu lub możliwości by robić sobie w pracy kanapki, za to mamy łatwy dostęp do wrzątku, owsianka wydaje się być faktycznie dobrym rozwiązaniem. Bierzemy takie pudełeczko z wszystkimi składnikami, które wystarczy zalać wodą lub ewentualnie mlekiem i po kilku minutach dostajemy gotową owsiankę. Niestety poza płatkami owsianymi i suszonymi owocami, w składzie mamy też cukier kokosowy. I tutaj muszę wszystkich zmartwić.

Cukier to cukier. Nie ma znaczenia czy to biały z buraka, beżowy z trzciny, czy może brązowy z kokosa.

Cukier to po prostu cukier i wielka szkoda, że ten tutaj został dodany. Taka owsianka mogłaby być również smaczna po prostu z suszonymi owocami. Producent patrząc na przesłodzonych na co dzień konsumentów, podjął jednak decyzję, by nie oszczędzać cukru i tutaj. Jak sądzę w obawie, czy konsumentom owsianka bez cukru w ogóle będzie smakować.

W tabeli wartości odżywczej widzimy że produkt zawiera w 100 g produktów 72 g węglowodanów w tym cukry 20 g przy czym tutaj od razu uczulam, że nie jesteśmy w stanie na podstawie tej tabelki ocenić ile tego cukru zostało dodane do dania. Czy jest to bardziej jedna łyżeczka czy dwie łyżeczki czy więcej. Wynika to z faktu, że mango czy jagody goji również zawierają naturalne cukry proste. W związku z tym, z tych 20 g część tych cukrów prostych to właśnie suszone owoce, a pozostała część to cukier kokosowy dodany. Nie sposób zatem dokładnie tego ocenić.

Niemniej jednak, tutaj trzeba przeanalizować jeszcze taką sytuację gdy jednak wybieramy ten produkt w biegu, jako alternatywę śniadania. Gdybyśmy mieli możliwość przygotować wartościowy posiłek w domu to z pewnością byśmy to zrobili. Ale nie przygotowaliśmy i szukamy czegokolwiek co będzie mniejszym złem!
Zestawiając tego typu owsiankę przykładowo z wysokoprzetworzoną drożdżówką, bogatą w tłuszcze nasycone, tłuszcze trans, dużą ilość cukru… Wspomniana owsianka wygrywa. Jeżeli natomiast zestawiamy przygotowaną samodzielnie owsiankę z kupną, to moja wygrałaby w  przedbiegach!

Podsumowując, ze względu na cukier kokosowy w składzie odejmuję punkty. Ponadto, ze względu na to, że porównuję ten produkt do pełnowartościowych zamienników, które możemy przygotować odejmuję drugi punkt. Ostatecznie daję zatem 8/10.

[10:35’ + 11:26’] BUDYŃ PROTEINOWY Z TAPIOKĄ O SMAKU CZEKOLADOWYM

– w przypadku tego produktu, producent twierdzi, że budyń jest proteinowy (białkowy przyp. autora). W składzie jednak mimo wszystko znajduje się 21 g węglowodanów, w tym cukrów prostych 12 gramów, a tylko 5 g białka. Coś tu zatem poszło nie tak. Na pierwszym miejscu w składzie jest cukier trzcinowy nierafinowany. Jak już wspomniałam cukier to cukier nie ma znaczenia skąd pochodzi, czy jest rafinowany czy nierafinowany. Więc zdecydowanie jak na budyń rzekomo „proteinowy” zupełnie mi to nie pasuje. Nie podoba mi się ten produkt, a cukier na pierwszym miejscu zupełnie psuje koncepcję budyniu. Nawet jeżeli ma on stosunkowo wysoką zawartość białka, to tak naprawdę budyń zawsze będzie źródłem przede wszystkim węglowodanów bo to one zagęszczają jego konsystencję. Osobiście cenię sobie budynie bez dodatku cukru tak, żebym mogła regulować słodkość samodzielnie. Lubię móc sama dodać cukier w takiej ilości, w jakiej uważam, że będzie to wystarczające i odpowiednie.

Ten produkt zawiódł mnie chyba najbardziej. Byłoby mi dużo łatwiej przetrawić zawartość cukru na dalszym miejscu w składzie nie zaś na pierwszym. Szczególnie, gdy producent szczyci się określeniem „proteinowy”. Tym samym produkt otrzymuje ode mnie maksymalnie 2/10. Osobiście uważam jednak, że spokojnie zasługuje na 1/10! Coś, co nazywamy „fit” nie może mieć cukru na pierwszym miejscu!

[10:35’ + 12:19’] KISIEL

– ten produkt mnie zaskoczył, ponieważ spodziewałam się, że skoro budyń miał cukier na pierwszym miejscu w składzie to kisiel również będzie go posiadał. Tymczasem okazuje się, że jest zupełnie bez dodatku cukru. Na pierwszym miejscu jest za to substancja słodząca – maltitol, który jest poliolem. Oczywiście szkoda, że jest on na pierwszym miejscu składu, ale dalej mamy już tylko skrobię z tapioki, suszone jagody goji, naturalne aromaty regulatory kwasowości. Ogólnie skład uważam za dość dobry, ale może jeszcze lepszą substancją słodzącą byłby erytrytol czy ksylitol. Słodziki te mają również niższy indeks glikemiczny niż maltitol.

Natomiast uważam, że ten produkt jest naprawdę godny uwagi. Jednak czy na pewno lepszy od zwykłego kisielu? Szczególnie, gdy może być on sprzedawany bez cukru i również możemy go posłodzić samodzielnie erytrytolem lub ksylitolem? Ostatecznie oceniam 8/10.

Mam nadzieję, że film Natalii i moja ocena jej wyborów, będzie dla Was pomocna! Szczególnie podczas waszych codziennych żywieniowych decyzji, gdy kupujecie szybkie przekąski w osiedlowym sklepie.

Polub mnie

Kategorie

Popularne